Polska musi być otwarta na inwestorów sektora gazowego
Nie mamy ani technologii ani takich środków publicznych, aby samemu udokumentować „gaz w łupkach”.
Twierdzenie, iż wyprzedajemy polskie złoża, a polskie Prawo geologiczne i górnicze zezwala na takie działanie - nie jest prawdziwe i wprowadza w błąd czytelników.
Zarówno w obowiązującym, jak i projektowanym stanie prawnym zasady gospodarowania złożami kopalin nie ulegają zmianie i są w pełni transparentne.
Minister Środowiska udziela koncesji na poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż wszystkim podmiotom, które spełniają wymagania polskiego prawa. W grupie tej znajdują się zarówno podmioty polskie, jak i podmioty z kapitałem zagranicznym. Zdecydowana większość koncesji na ropę naftową i gaz ziemny jest w posiadaniu firm polskich.
Z obowiązujących 210 koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węglowodorów (stan na 1.03.2010 r.) ponad połowa należy do firm polskich, a z 224 koncesji na wydobywanie ropy naftowej i gazu, aż 222 koncesji zostało udzielonych na rzecz polskich podmiotów (z czego aż 216 należy do PGNiG SA). Nie można więc mówić, że firmy zagraniczne przejmują polskie złoża.
Tzw. „dyrektywa węglowodorowa” nakazuje równe traktowanie wszystkich podmiotów, bez preferencji dla polskich firm. Członkowstwo Polski w UE zobowiązuje nas do przestrzegania tych regulacji.
Należy pamiętać, iż właśnie stabilne prawo, odpowiednie regulacje i przejrzyste zasady udzielania koncesji przez Ministra Środowiska również w znacznym stopniu przyczyniły się do sytuacji, której wiele podmiotów chce inwestować własne środki poszukując dziś nowych złóż w Polsce. Podobnie było w latach 90’ XX wieku. „Nie uszczupliło” to własności Skarbu Państwa w zakresie przysługującym mu do złóż kopalin, ani nie przekazało tej własności na rzecz przedsiębiorców, w tym obcokrajowców. Nadal właścicielem złóż kopalin strategicznych, istotnych dla rozwoju gospodarczego kraju, jest i będzie Skarb Państwa.
Sytuacja związana z obecną „gorączką gazową” w Polsce jest tego najlepszym przykładem.
Minister Środowiska udzielił 50 koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie niekonwencjonalnych złóż węglowodorów typu shale gas i tight gas.
Koncesje te nie uprawniają do wydobywania gazu, który tak naprawdę nie został jeszcze odkryty. Firmy ponoszą ryzyko poszukiwań i wszelkie koszty operacyjne, nie mając gwarancji odkrycia nowych złóż. Koszty specjalistycznych prac poszukiwawczych sięgają setek milionów złotych i będą ponoszone jedynie przez zainteresowane podmioty i na ich własną odpowiedzialność.
Skarb Państwa natomiast nie musi płacić za te badania, będąc i tak właścicielem ewentualnie odkrytych złóż. Sytuacja pokazuje zatem, że w żaden sposób Skarb Państwa nie pozbywa się „dóbr narodowych” i ma nad nimi odpowiednią kontrolę.
Nie można również przyznać racji pomysłowi, by państwo płaciło za nowe technologie dla przemysłu gazowego, korzystając z pieniędzy publicznych zgromadzonych w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (subfunduszy: geologicznego i górniczego).
Próba przeznaczenia tych środków dla konkretnego podmiotu polskiego np. PGNiG SA byłaby przejawem niedozwolonej i zakazanej pomocy publicznej.
Ponadto fundusze te są dość ograniczone i z pewnością nie pokryłyby one wydatków związanych z nowymi technologiami w wydobywaniu niekonwencjonalnych złóż węglowodorów. Środki publiczne polskiej geologii wystarczyłyby bowiem na wykonanie jednego wiercenia, co obrazuje możliwości takiego wsparcia.
Lepszym rozwiązaniem jest wiec oszczędzanie pieniędzy polskich podatników w sytuacji, gdy inne podmioty (nawet z kapitałem zagranicznym), mające fundusze, doświadczenie i technologie chcą inwestować w Polsce. Nie wspominając już o innych plusach tego zjawiska: podatkach płaconych w Polsce, zatrudnianiu polskich pracowników czy też współpracy z uczelniami, instytutami i polskimi firmami.
Zarówno firmy polskie, jak i środowiska naukowe nie potrafią dziś same zaproponować technologii wydobycia niekonwencjonalnych złóż węglowodorów, która stosowana jest w praktyce jedynie przez firmy amerykańskie.
Kolejną kwestią, z którą trudno się zgodzić jest twierdzenie, iż opłaty eksploatacyjne są w Polsce „śmiesznie niskie”.
System opłat eksploatacyjnych wypracowany w wyniku wielu konsultacji ze stroną samorządową sprawdza się w praktyce. Opiera się on w zasadzie na dwóch składnikach: stawki za daną kopalinę oraz wielkości jej wydobycia. Trudno teraz na fali wielkiego zainteresowania poszukiwaniem nowych złóż gazu modyfikować dobrze funkcjonujący mechanizm. Nie odkryto jeszcze żadnych interesujących gospodarczo niekonwencjonalnych złóż gazu w Polsce, droga do ich wydobywania jest jeszcze bardzo odległa, stąd mówienie o uszczelnieniu systemu fiskalnego i konieczności obarczania przedsiębiorców większymi opłatami jest przedwczesne.
Jako dobry przykład można podać, że impulsem rozwoju interesu z niekonwencjonalnymi złożami węglowodorów w USA były zniżki i ulgi podatkowe. Stały się one w konsekwencji doskonałą zachętą dla inwestorów, którzy mogli zacząć przeznaczać ogromne środki finansowe na poszukiwania i nowe technologie. Mieli oni jednak świadomość istnienia stabilnego systemu opłat i mogli oni właściwie ocenić ryzyko biznesowe. W innym przypadku być może nie zdecydowali by się na tak ryzykowne inwestycje.
Ponadto również zarzut, że „firmy pozyskują od nas informację geologiczną za darmo” jest nieprawdziwy. Ponoszą one bowiem koszty wszystkich prac badawczych, uzyskując najnowsze dane geologiczne (informację geologiczną), która później będzie stanowić zasób polskiej geologii. Zyskujemy więc „świeże” dane sami nie ponosząc za nie kosztów.
Wydrukowano:
2013-03-22 23:35
URL: http://www.mos.gov.pl/drukuj/11293_w_nawiazaniu_do_publikacji_pt_nie_wolno_wyprzedawac_zloz_gazu_zamieszczonej_w_dzienniku_polska_the_times_w_dniu_10_03_2010_r_ministerstwo_srodowiska_wyjasnia.html