 |

 |
 |
|
Przegląd
prasy
Prasa
06.01.2004
| Przegląd |
"Niewidzialny
morderca" |
AZ |
-
"Eternitem zawierającym azbest
jest w Polsce pokrytych aż 1,5 mld metrów kwadratowych dachów, głównie
na wsi."
-
"W latach 80. Światowa Organizacja
Zdrowia zaliczyła azbest do trzech najbardziej rakotwórczych substancji.
W krajach Europy Zachodniej, np. w Belgii, Danii, Finlandii i Szwecji,
już od kilkunastu lat obowiązuje całkowity zakaz stosowania materiałów
zawierających azbest. U nas stopniowo ogranicza się jego wykorzystanie
od 1997 r. Stosowanie azbestu w postaci płyt jest zakazane dopiero od marca
1999 r. Jednak, według obowiązującego od 29 listopada br. rozporządzenia
ministra gospodarki, wykorzystywanie azbestu lub zawierających go wyrobów
w instalacjach lub urządzeniach dopuszczalne jest do końca 2032 r.
Nie jesteśmy więc wolni
od produktów zawierających azbest i niestety jeszcze długo nie będziemy.
M.in. dlatego, że jego usuwanie jest kosztowne. A mamy co usuwać - wystarczy
wspomnieć raport Instytutu Techniki Budowlanej (z końca lat 90.), według
którego nasze domy zawierały wówczas kilkaset tysięcy ton czystego azbestu.
Ocenia się, że obecnie eternitem zawierającym azbest jest w Polsce pokrytych
aż 1,5 mld m kw. dachów, głównie na wsi.
-
Setki budynków w Warszawie ma
azbest: na balkonach i loggiach, w elewacjach i na dachach. Podobnie jest
w Gdańsku, Katowicach (z azbestowo-cementowych płyt zbudowany został katowicki
Spodek), Szczecinie, Łodzi, Wrocławiu, Rzeszowie i w Zielonej Górze.
Stałym elementem krajobrazu
wiejskiego były azbestowe płyty faliste (zwane eternitowymi) pokrywające
dachy domów, budynków gospodarskich, szkół czy wiat przystanków.
Naukowcy uspokajają, że
płyty te są bezpieczne, dopóki są w dobrym stanie, tzn. azbest jest związany
z innym komponentem, np. z cementem. Ale problem w tym, że po kilkudziesięciu
latach eksploatacji mało która płyta się nie niszczy.
Według badań, niezabezpieczone
zniszczone płyty azbestowe są szkodliwe, nawet jeśli leżą na dachu, gdyż
zawarty w nich azbest utlenia się, a włókna przenikają do powietrza i są
wypłukiwane z deszczem. Nie wolno jednak samodzielnie zrywać azbestowych
pokryć, ponieważ stają się szczególnie niebezpieczne podczas obróbki mechanicznej.
Ich usuwaniem powinny się zajmować wyłącznie specjalistyczne firmy. Nie
wolno też - co niestety zdarza się bardzo często - wyrzucać ich na wysypisko
czy używać np. do utwardzania polnych dróg. Ludzie wciąż nie zdają sobie
sprawy, że zakopanie płyt azbestowych gdzieś w lesie jest tanie, ale może
się okazać niezwykle groźne.
-
Woda z azbestowej rury
W budownictwie azbest wykorzystywano
również przy budowie sieci wodociągowo-kanalizacyjnej. Trudno powiedzieć,
ile tysięcy kilometrów takiej sieci istnieje w Polsce, ponieważ często
nie zachowała się dokumentacja techniczna (zwłaszcza z lat 50.). Wiadomo,
że rury azbestowo-cementowe stanowią część sieci kanalizacyjnej m.in. w
Lublinie, Chełmie, Białej Podlaskiej i Zamościu. W Warszawie jest ich około
150 km. MPWiK zakłada wymianę połowy do 2005 r., ale w 2004 r. wymieni
tylko 10 km.
Rury, których składnikiem
jest azbest, są wymieniane przy okazji awarii. Problem jednak w tym, że
sieć azbestowo-cementowa jest wyjątkowo trwała. Na pociechę można dodać,
że według dotychczasowej wiedzy rodzimych naukowców, woda płynąca z takiej
sieci nie jest niebezpieczna dla organizmu.
Na azbestowy ślad natkniemy
się także w tysiącach kilometrów przewodów wentylacyjnych naszych domów.
Na pył azbestowy - choć całe szczęście w coraz mniejszym stopniu - jesteśmy
narażeni za sprawą okładzin hamulcowych znajdujących się w samochodach.
Pył ścierany ze starych szczęk hamulcowych przedostaje się do atmosfery,
jest więc niebezpieczny zwłaszcza dla osób mieszkających nieopodal dróg
o dużym natężeniu ruchu.
-
Największym zagrożeniem dla
zdrowia jest pył azbestowy. Może powodować pylicę, raka płuc i międzybłoniaka.
Jeżeli do płuc przedostanie się choćby gram pyłu azbestowego, poważnie
zwiększa się ryzyko zachorowania na raka płuc. Choroby wywołane przez włókna
azbestu rozwijają się nawet przez 30 lat.
|
| Gazeta
Prawna 6 stycznia |
"Grunt
jak grunt, liczą się drzewa." |
Michał
Kosiarski |
-
"Kiedy przedsiębiorca kupuje
działkę, powinien w porę sprawdzić, ile zapłaci za wycinkę drzew, które
na niej rosną. Opłata może nawet kilkakrotnie przekroczyć wartość gruntu.
Rekordzista zapłacił we Wrocławiu prawie 39 mln zł. Łatwiej jest osobom
fizycznym, które za wycinkę nie muszą płacić. Dlatego firmy często korzystają
z ich pośrednictwa."
-
"Przedsiębiorca z południowej
Polski kupił sąsiednią działkę za ok. 30 tys. zł, bo chciał rozbudować
sklep. Uzyskał wszystkie wymagane do budowy pozwolenia, w tym również określenie
opłaty za wycinkę drzew. Ale tu przeżył szok, gdyż okazało się, że suma
do zapłaty wyniosła 90 tys. zł, czyli trzy razy więcej niż wartość gruntu.
Urzędnicy odmówili umorzenia tej opłaty lub jej rozłożenia na raty, dlatego
musiał zrezygnować z rozbudowy sklepu."
-
Przedsiębiorcy szukają więc
różnych sposobów, aby uniknąć opłat. Działkę kupuje np. osoba fizyczna,
następnie usuwa z niej drzewa (nie musi za to wnosić opłat), a następnie
czystą działkę odsprzedaje rzeczywistemu inwestorowi. Nie zawsze jednak
ten sposób jest możliwy. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą
są w stanie nawet ją wyrejestrować, następnie wyciąć drzewa za darmo, a
później ponownie się zarejestrować w ewidencji podmiotów gospodarczych.
Taki przypadek miał miejsce m.in. w Krakowie.
|
| Rzeczpospolita
6 stycznia |
"Nowe
stawki i nowe formularze" |
Zofia
Jóźwiak |
Zmiany
w przepisach o opłacie produktowej |
| Rzeczpospolita
6 stycznia |
"Dla
kogo dotacje?" |
|
Eksperci
z MGPiPS oraz PARP odpowiadają na pytania urzędników dotyczące funduszy
strukturalnych |
| "Życie
Warszawy" |
"Oddajcie
ludziom pieniądze" |
Sławomir
Ślubowski |
"Choć
kranówka śmierdzieć jeszcze może kilka dni, administracja nie chce oddawać
pieniędzy za złą wodę. Wciąż nie jest znana przyczyna smrodu. Instytucje
przezrucają się odpowiedzialnością." |
| Tygodnik
Powszechny 4 stycznia |
"Białowieskie
dożynki" |
Andrzej
Bobiec |
-
"Po raz kolejny Miłosz wystąpił
w obronie Puszczy w maju 2003 r.: "Powinniśmy zrobić wszystko, żeby nie
dopuścić do wycinania starych drzew w Puszczy. Zwracam się z apelem o zaprzestanie
wyrębów starych drzew!". Dzięki publikacji Adama Wajraka "Poleciały dęby,
polecą głowy" ("GW" z 19 listopada 2003 r.) znowu na chwilę "zaszumiało"
o Puszczy Białowieskiej. Poszło o wycięcie kilku ponad stuletnich dębów
na obszarze nowego rezerwatu przyrody w bezpośrednim sąsiedztwie pasa granicznego
z Białorusią. Niezależne dochodzenia prowadzą Generalna Dyrekcja Lasów
Państwowych i Straż Graniczna, a wiceminister odpowiedzialna za ochronę
polskiej przyrody, prof. Ewa Symonides, zapewniała nawet, że "tym
razem jakieś głowy na pewno polecą"."
-
"Ten jedyny niżowy las naturalny
w Europie, na przełomie XX i XXI w. przekształca się w las zagospodarowany.
W dobie tworzyw sztucznych i recyklingu, gdy polskie leśnictwo ma problemy
ze zbytem drewna - ujarzmia się ostatni skrawek dzikiej, leśnej przyrody.
Skrawek wielkości 0,7 proc. powierzchni polskich lasów. Zniszczenie będzie
nieodwracalne, bo w naszych warunkach odtworzenie się lasu naturalnego
z młodych drzewostanów gospodarczych trwa 200-500 lat."
-
"Prof. Władysław Szafer, twórca
Białowieskiego Parku Narodowego, od 1921 r. do końca życia nie przestał
upominać się o przywrócenie całej Puszczy jednolitej ochrony. Pierwsze
po 1989 r. wystąpienia środowiska naukowego z Białowieży w obronie Puszczy
wsparto w latach 1993-95 kampanią ogólnopolską, której towarzyszyły spektakularne
manifestacje ekologów całego świata, liczne publikacje prasowe, audycje
radiowe i telewizyjne. Jednym z uczestników kampanii była prof. Symonides,
występująca w ogólnopolskim programie telewizyjnym ramię w ramię z białowieskimi
naukowcami i domagająca się przekształcenia całej Puszczy w park narodowy.
W 1996 r. zawiązała się koalicja ośmiu pozarządowych organizacji przyrodniczych,
występujących w obronie perły polskiej przyrody. Po kampanii Park Narodowy
powiększono o 5 tys. hektarów, co daje 17 proc. z 60 tys. ha polskiej części
Puszczy. Wyręb w jej części gospodarczej stał się jednak jeszcze intensywniejszy,
jakby "tytułem rekompensaty" za utracone przez Lasy Państwowe tereny, przyspieszając
ekologiczną dewastację."
-
"Nadzieję na ratunek pierwotnego
lasu przywróciły obietnice Ministerstwa Środowiska złożone po przejęciu
władzy przez AWS. W maju 1998 r. ministerstwo zapewniało, że chce stworzyć
z całej Puszczy park narodowy "najpóźniej do 2001 r.". Zainicjowano też
program "Kontrakt dla Puszczy Białowieskiej" - rządowe wsparcie dla gmin
wokół Puszczy dla ułatwienia im dostosowania się do sytuacji po powiększeniu
Parku. W latach 1999-2000 na rozbudowę BPN przeznaczono 30 mln zł z rezerwy
budżetu państwa. W 1998 r. ogłoszono moratorium, zakazując wycinki ponad
stuletnich drzew oraz wszelkich prac leśnych w całych starodrzewach (fragmentach
Puszczy, gdzie dominują najstarsze drzewa). Było to największe osiągnięcie
kampanii od powołania Parku w 1921 r., bo, choć doraźnie, zapewniało nietykalność
najcenniejszym składnikom ekosystemu."
-
"Ślimaczący się proces powiększania
Parku i ujawniane obstrukcje "Kontraktu" przez podległych ministrowi przedstawicieli
Lasów Państwowych wzmacniały presję na ministerstwo ze strony mediów, organizacji
pozarządowych, a także komisji sejmowej ds. środowiska. Autorem jednej
z interpelacji, domagającej się ogłoszenia ścisłego kalendarium powiększenia
Parku, był przewodniczący komisji, a obecnie minister środowiska - Czesław
Śleziak. W lutym 2000 r. minister środowiska, Antoni Tokarczuk, podpisał
projekt rozporządzenia o powiększeniu Parku od 2001 r., a już w marcu przeciwnicy
powiększenia obrzucili goszczącego w Białowieży ministra jajkami."
-
"Kiedy w 2002 r. odkryto ścięcie
starego dębu, zachwiało to na chwilę pozycją nadleśniczego i wzbudziło
krótkotrwałe zainteresowanie mediów. Na początku 2003 r. prasa regionalna
napisała o kolejnych dębach. Były wyjaśnienia, trochę oburzenia ze strony
ekologicznych "oszołomów" - i tyle. Czy po ostatnim wycięciu kilku starych
dębów "poleci jakaś głowa"? Nie domagam się żadnej "głowy" z Białowieży.
Oburzanie się administracji na sprawców jest odwracaniem kota ogonem i
udawaniem, że "w zasadzie wszystko jest OK".
-
"A co z "dożynkami"? Nowy plan,
podpisany przez ministra Śleziaka mimo protestów przyrodników, znosi
obowiązujące od 1998 r. moratorium i przewiduje wzrost rocznego pozyskania
drewna z 120 tys. metrów sześciennych w latach 1991-2000 do ponad 150 tys.
w obecnej dekadzie. Tymczasem średni roczny popyt na drewno z Puszczy deklarowany
przez odbiorców lokalnych (powiat hajnowski) wynosi ok. 45 tys. metrów.
Białowieżę opuszczają więc codziennie dziesiątki ciągników załadowanych
po brzegi olbrzymimi kłodami, wywożących "Wawel" na deski do Warszawy i
innych części Polski."
-
"Warto też przypomnieć, że trzeci
rok z rzędu trwa bezprecedensowy w ostatnich dziesięcioleciach wyrąb świerków
w ramach "zwalczania kornika drukarza". A przecież naturalność Puszczy
polega m.in. na tym, że kornik drukarz występuje co jakiś czas w zwiększonej
ilości i zabija masowo świerki, rozpoczynając szereg naturalnych procesów
niezbędnych do funkcjonowania wielu innych organizmów. We wrześniu minister
Śleziak zgodził się na "walkę z kornikiem" w "Lasach Naturalnych" -
nowych rezerwatach o powierzchni 8.500 ha utworzonych w Puszczy przez tego
samego ministra w maju 2003 r. Z kornikiem "walczy" się też we wszystkich
innych rezerwatach, a także w Parku Narodowym poza rezerwatem ścisłym."
|
|
|
<<
|
 |