 |

 |
 |
|
Przegląd
prasy
Prasa
03.03.2004
| Gazeta
Wyborcza 3 marca 2004 |
"Rzeka
musi być prosta" |
Eliza
Kwiatkowska |
-
"Nie będzie już siedlisk raka,
pstrąga i bobra na Białce, Krztyni i Żebrówce. Lada moment koparki pojawią
się na dziewiczym odcinku Pilicy"
-
"Wijące się wśród drzew pasma
wody. Kilometry łąk i bagien. Ani śladu cywilizacji. Tak jeszcze ciągle
wygląda odcinek Pilicy od Przyłęku do Łysakowa pod Koniecpolem. To niemal
dziewiczy teren, który po wejściu do Unii Europejskiej w ramach unijnego
projektu Natura 2000 ma być chroniony ze względu na rzadkie gatunki roślin
i zwierząt. Żyją tu bobry, pstrągi, raki. Ekolodzy jednoczą siły, by uratować
rzeki przed dewastacją. To dzięki ich
uporowi udało się zmusić meliorantów ze Śląska, by pokazali, gdzie obecnie
pracują.
- Przetargi zostały już
rozstrzygnięte - mówi jednak Jerzy Łęgowik, wicedyrektor Śląskiego Zarządu
Melioracji. - W tym miesiącu wejdą tu wykonawcy i pogłębią koryto - pokazuje
zakola Pilicy."
-
"- Ale po co tutaj cokolwiek
robić? - pyta Dorota Serwecińska z Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego
Śląska.
- Trzeba udrożnić rzekę,
by ratować ludzi przed powodzią odpowiada Łęgowik.
Ale to obszar unikatowy
w skali europejskiej. Rzeka ma tutaj
naturalne rozlewiska, które hamują falę powodziową. Wokół nie ma żadnych
zabudowań - dziwi się Cezary Pachocha z biura wojewódzkiego konserwatora
przyrody.
Bez odpowiedzi.
Żebrówka w okolicy wsi Kaszczor.
Pracujące koparki, zdewastowana rzeka
i powycinane drzewa."
-
" Jest przecież okres ochronny
pstrąga potokowego. Oni nie mają prawa tego robić. Składanie sprawy do
prokuratury nic nie da. Próbowałem. Prokurator stwierdził, że prace przeprowadzano
niezgodnie z prawem, ale uznał to tylko za wykroczenie - mówi jeden z ekologów.
Na przekopanie Żebrówki
pójdzie prawie 2 mln zł. - To pieniądze z funduszy unijnych, głównie z
programów SAPARD-owskich opowiada Łęgowik.
Kilka kilometrów dalej ciągle
żyją bobry. Czy podzielą los pstrągów?
Bonowice nad Krztynią. Na
ekologów czeka Zenon Pałka: - W imieniu wszystkich mieszkańców wsi proszę
meliorantów o pogłębienie koryta, zlikwidowanie zakoli rzeki
i wycięcie drzew przy linii brzegowej. Woda popłynie szybciej i nawet gdy
wzbierze podczas deszczu, nie będzie zalewać nam domów i pól - mówi. -
A mają państwo kanalizację deszczową? - dopytuje się Ilona Kuboszek z wydziału
ochrony środowiska urzędu marszałkowskiego.
- A po co? - dziwi się Pałka.
Pacocha próbuje tłumaczyć,
że dopóki wieś nie będzie miała kanalizacji i rowów melioracyjnych, dopóty
woda będzie zalewać gospodarstwa. I pogłębienie koryta niewiele pomoże.
W odpowiedzi słyszy: - Nie będzie mi pan mówił, co jest dobre, a co złe.
Rzeka musi być prosta.
Dewastację zatrzymać może
tylko marszałek województwa."
|
| Gazeta
Wyborcza 3 marca 2004 |
"Dobry
wiatr od morza" |
NIK |
-
"W ciągu 16 lat energetyka wiatrowa
typu off-shore może wytwarzać tyle prądu, by starczyło go dla wszystkich
gospodarstw domowych w Europie Zachodniej - twierdzi Greenpeace
Aż 720 terawatogodzin (czyli,
bagatela, 720 000 000 000 kWh) mogłyby dostarczać w 2020 r. siłownie wiatrowe
zainstalowane u wybrzeży krajów Unii Europejskiej, tzw. siłownie off-shore
- twierdzi ta pozarządowa organizacja ekologiczna.
Jej propozycja jest kontrowersyjna
zakłada bardzo kosztowne inwestycje w najdroższy typ siłowni wiatrowych.
Jednak Greenpeace twierdzi, że cała rzecz jest wykonalna. Powołuje się
na badania przeprowadzone na jej zlecenie przez firmę konsultingową Garrad
Hassan (znany na rynku konsultant w sprawach energii)."
-
"Otóż 720 TWh - o których mówi
Greenpeace uzyskiwano by z ok. 50 tys. turbin wiatrowych dużej mocy zainstalowanych
kilka kilometrów od brzegu. Łączna ich moc zainstalowana (czyli maksymalna
moc, którą są w stanie produkować) wyniosłaby ok. 240 tys. megawatów. To
wystarczyłoby na oświetlenie każdego gospodarstwa domowego w 15 "starych"
państwach członkowskich UE, zakładając, że wiatr
w Europie będzie nadal wiał tak samo jak w ostatnich stuleciach. Stałoby
się tak nawet przy założeniu, że zapotrzebowanie na prąd gwałtownie wzrośnie
(obecnie wynosi ono 636 TWh rocznie)."
-
"Warunek rządy państw unijnych
zdecydują się wesprzeć poprzez dotacje i ulgi podatkowe ten sektor energetyki,
a unijne instytucje, czyli Rada UE, Komisja Europejska i Parlament, ustanowią
minimalny procent udziału energii odnawialnej w 2020 r. na 20 proc. Unia
już dziś oficjalnie stawia sobie za cel, by w 2010 r. energia odnawialna
stanowiła 12,5 proc. jej bilansu energetycznego, a większość państw UE
stara się ten cel zrealizować."
-
"Wiele krajów UE mocno promuje
energię wiatrową (m.in. przez ulgi i dotacje). Najlepszym przykładem są
Dania i Niemcy, w których działa prawie 14 tys. "wiatraków" o łącznej mocy
ponad 12 tys. MW. Większość z nich jest zainstalowana na lądzie. Wiatraki
typu off-shore nie dość, że są potężniejsze (korzystają z silniejszego
wiatru), to i mniej szpecą krajobraz, bo umieszczone 3-4 km od plaży są
ledwo widoczne."
-
"Greenpeace przekonuje, że ogromne
pieniądze na subsydia dla energetyki wiatrowej mogą pochodzić z oszczędności
w dotowaniu innych sektorów. Raport podaje przykład Niemiec, w których
corocznie cały sektor energetyczny (w tym zwłaszcza kopalnie węgla kamiennego)
otrzymuje 2,5 mld euro subsydiów. Działalność kopalń, a wraz z nimi i elektrowni
węglowych, będzie powoli, acz nieubłaganie wygaszana w krajach UE. Np.
Francja w tym roku zamyka swoją ostatnią kopalnię, choć Niemcy rozciągają
proces "wygaszania" na kilka dziesięcioleci.
Chodzi więc o wybór polityczny
Greenpeace przekonuje, że wiatraki mogłyby być alternatywą np. dla elektrowni
gazowych. Ale już nie nuklearnych - bo te rządy wielu państw (zwłaszcza
Niemiec) chcą zamykać. Według wyliczeń Garrad Hassan z chwilą przekroczenia
pewnego progu inwestycji elektryczność z siłowni wiatrowych przestaje być
najdroższym rodzajem energii (dziś jest dość kosztowna). Jej cena zbliży
się do cen energii z siłowni nuklearnych.
-
"Energetyka wiatrowa ma też
zagorzałych przeciwników. Jednym z ich argumentów jest nieprzewidywalność
tego źródła energii. Przykładowo w Niemczech czas efektywnej pracy wiatraków
to 77 dni. W dni bezwietrzne potrzebna jest więc rezerwowa możliwość wytwarzania
prądu w klasycznych elektrowniach. To zaś dyskwalifikuje rzekome korzyści
ekologiczne. Zwolennicy wiatraków mówią na to: Nigdy nie jest tak, że nie
wieje w całej Europie..."
|
| Gazeta
Wyborcza 3 marca 2004 |
"Prąd
z prądu" |
Tomasz
Żuradzki |
-
"Przełom w produkcji zielonej
energii. Norwegowie podłączyli do sieci pierwszą turbinę, której ramiona
są obracane przez pływy morskie. Następnych 20 podmorskich młynów zamierzają
zbudować do końca tego roku
Norweska elektrownia ma
zaletę, jakiej nie ma żadne inne źródło energii odnawialnej - jest całkowicie
niezależna od warunków atmosferycznych. Bez względu na to, czy wieje wiatr,
czy świeci słońce, morskie przypływy są takie same i generują prąd
o takiej samej mocy. Do podobnych inwestycji przymierzają się też Brytyjczycy.
Tamtejsi eksperci szacują, że pływy morskie mogłyby im zapewnić aż 25 proc.
potrzebnej energii."
-
"Choć pomysł na elektrownię
czerpiącą energię z morskich pływów nie jest świeży, to nowatorski jest
sposób jej uzyskiwania. Pierwsze takie urządzenie zbudowali jeszcze w 1967
roku Francuzi u ujścia rzeki Rance. Funkcjonuje do dziś i ma moc 240 megawatów.
Eksperymentalne urządzenia powstały też w Chinach, Indiach, Kanadzie i
Rosji.
Zasada działania pracujących
już elektrowni pływowych jest podobna do zwykłych zapór na rzece: najpierw
przypływ napełnia specjalne zbiorniki, obracając turbiny elektryczne. Potem
woda ze zbiorników przesącza się z powrotem do oceanu."
-
"Chociaż w zamyśle elektrownie
pływowe miały być całkowicie ekologiczne, we Francji szybko poniechano
realizacji ambitnego planu budowy następnych 20 takich obiektów. Podobnie
jak w przypadku zapór na rzekach tego typu elektrownie pływowe stanowią
nieprzekraczalną barierę dla ryb i utrudniają transport wodny. Ich przeciwnicy
twierdzą, że budowa jednej tylko zapory na Rance zaburzyła morski ekosystem
w promieniu aż 500 km."
-
"Dopiero w latach 90. wymyślono
bardziej ekologiczny sposób wykorzystania energii przypływów podmorskie
młyny. Kręcą się one dzięki prądom
morskim wywołanym przez ruchy mas wody. Pierwszą eksperymentalną turbinę
zainstalowano w okolicach Loch Lihne w Szkocji w 1995 roku. Była przymocowana
do zakotwiczonej tratwy i wytwarzała tylko 15 kW energii.
Klika miesięcy temu znacznie
większą - bo o mocy mocy 300 kW turbinę po raz pierwszy podłączono do sieci
energetycznej. Podwodny wiatrak jest na stałe przytwierdzony do morskiego
dna. Pracuje w cieśninie Kvalsund koło norweskiego miasteczka Hammerfest,
daleko za kołem podbiegunowym. Urządzenie waży prawie 200 ton. Do końca
2004 roku Norwegowie zamierzają postawić 20 takich turbin, zapewniając
dostawy prądu dla pobliskiej wioski
Kvalsund liczącej 1,1 tys. mieszkańców. Inwestycja będzie kosztować 150
mln norweskich koron (ponad 80 mln zł).
Mechanizm działania turbin
jest następujący: w cieśninie bez przerwy występują ruchy wody wywołane
przypływami o wysokości dochodzącej do 3 m. Przez pół doby przypływ wtłacza
wodę morską do zatoki z prędkością do 2,5m/s, a przez drugie pół woda wraca
z powrotem do morza. Dlatego podwodne młyny zaopatrzono w ruchome ramiona
o długości 10 m, które równo co 12 godz. i 25 minut (połowa doby księżycowej)
obracają się o 180 stopni. Ramiona turbin znajdują się na głębokości 17
metrów pod poziomem morza (cieśnina jest głęboka na 50 m), umożliwiając
tym samym swobodne kursowanie statków. Jednocześnie turbiny elektrowni
poruszają się na tyle wolno (siedem obrotów na minutę), że żadna przepływająca
tamtędy ryba nie musi obawiać się posiekania na kawałki."
-
"Na razie jedynym problemem
są koszty energii - choć elektrownia nie potrzebuje paliwa, to jej budowa
była tak kosztowna, iż prąd jest trzykrotnie
droższy od tego z tradycyjnych źródeł. Budowa podwodnego młyna była możliwa
dzięki pieniądzom kilku norweskich firm i wsparciu rządu. Przedsiębiorcy
nie robią tego jednak bezinteresownie. Jeśli pomysł chwyci, powstanie rynek
wart setki milionów dolarów.
Prócz Norwegii do budowy
podmorskich młynów szykują się też Brytyjczycy. Ostatnio zbudowali podwodny
młyn podobny do tego z Norwegii (o mocy 250 kW). Jedyna różnica polega
na tym, że brytyjska turbina jest umieszczona na słupie, którego koniec
sterczy ponad poziom morza. Choć takie rozwiązanie uniemożliwia żeglugę
nad elektrownią, to znacznie obniża koszty obsługi można ją wyciągnąć
ponad poziom wody bez angażowania nurków. Firma Marine Current Turbines,
która zrealizowała projekt przygotowała już plan lokalizacji setek następnych
turbin u zachodnich wybrzeży Wysp Brytyjskich. Pracuje też nad podwójną
turbiną o mocy 1,2 MW. Szefowie firmy twierdzą, że zbudowanie kilku tysięcy
takich podwodnych młynów dałoby tyle energii, ile produkuje dziś połowa
brytyjskich elektrowni jądrowych."
|
|
|
<<
|
 |