Szukaj: 
Biuletyn Informacji Publicznej  English version
23 listopada 2008, 13:11
:: Aktualności
:: Komunikaty i oświadczenia
:: Przegląd prasy
:: Ważniejsze wydarzenia w resorcie środowiska w kolejnych tygodniach
:: Nowości w serwisie WWW
:: Ministerstwo
:: Materiały informacyjne
:: Prawo
:: Ogłoszenia
:: Katalog odnośników
:: Edukacja
:: Kontakty
:: Ekoserwis-Polskie Radio
:: Strona dla dzieci nowości
:: Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej
:: Parki Narodowe
:: Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej
:: Lasy Państwowe
:: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
:: Główny Inspektorat Ochrony Środowiska
:: Państwowa Agencja Atomistyki
:: Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej
:: Państwowy Instytut Geologiczny
:: Wyższy Urząd Górniczy

Przegląd prasy

Prasa 03.03.2004

 
 
Gazeta Wyborcza 3 marca 2004 "Rzeka musi być prosta" Eliza Kwiatkowska
  • "Nie będzie już siedlisk raka, pstrąga i bobra na Białce, Krztyni i Żebrówce. Lada moment koparki pojawią się na dziewiczym odcinku Pilicy"
  • "Wijące się wśród drzew pasma wody. Kilometry łąk i bagien. Ani śladu cywilizacji. Tak jeszcze ciągle wygląda odcinek Pilicy od Przyłęku do Łysakowa pod Koniecpolem. To niemal dziewiczy teren, który po wejściu do Unii Europejskiej w ramach unijnego projektu Natura 2000 ma być chroniony ze względu na rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Żyją tu bobry, pstrągi, raki. Ekolodzy jednoczą siły, by uratować rzeki przed dewastacją. To dzięki ich uporowi udało się zmusić meliorantów ze Śląska, by pokazali, gdzie obecnie pracują. 

  • - Przetargi zostały już rozstrzygnięte - mówi jednak Jerzy Łęgowik, wicedyrektor Śląskiego Zarządu Melioracji. - W tym miesiącu wejdą tu wykonawcy i pogłębią koryto - pokazuje zakola Pilicy."
  • "- Ale po co tutaj cokolwiek robić? - pyta Dorota Serwecińska z Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska. 

  • - Trzeba udrożnić rzekę, by ratować ludzi przed powodzią – odpowiada Łęgowik. 
    – Ale to obszar unikatowy w skali europejskiej. Rzeka ma tutaj naturalne rozlewiska, które hamują falę powodziową. Wokół nie ma żadnych zabudowań - dziwi się Cezary Pachocha z biura wojewódzkiego konserwatora przyrody. 
    Bez odpowiedzi. 
    Żebrówka w okolicy wsi Kaszczor. Pracujące koparki, zdewastowana rzeka i powycinane drzewa." 
  • "– Jest przecież okres ochronny pstrąga potokowego. Oni nie mają prawa tego robić. Składanie sprawy do prokuratury nic nie da. Próbowałem. Prokurator stwierdził, że prace przeprowadzano niezgodnie z prawem, ale uznał to tylko za wykroczenie - mówi jeden z ekologów. 

  • Na przekopanie Żebrówki pójdzie prawie 2 mln zł. - To pieniądze z funduszy unijnych, głównie z programów SAPARD-owskich – opowiada Łęgowik. 
    Kilka kilometrów dalej ciągle żyją bobry. Czy podzielą los pstrągów? 
    Bonowice nad Krztynią. Na ekologów czeka Zenon Pałka: - W imieniu wszystkich mieszkańców wsi proszę meliorantów o pogłębienie koryta, zlikwidowanie zakoli rzeki i wycięcie drzew przy linii brzegowej. Woda popłynie szybciej i nawet gdy wzbierze podczas deszczu, nie będzie zalewać nam domów i pól - mówi. - A mają państwo kanalizację deszczową? - dopytuje się Ilona Kuboszek z wydziału ochrony środowiska urzędu marszałkowskiego. 
    - A po co? - dziwi się Pałka. 
    Pacocha próbuje tłumaczyć, że dopóki wieś nie będzie miała kanalizacji i rowów melioracyjnych, dopóty woda będzie zalewać gospodarstwa. I pogłębienie koryta niewiele pomoże. W odpowiedzi słyszy: - Nie będzie mi pan mówił, co jest dobre, a co złe. Rzeka musi być prosta
    Dewastację zatrzymać może tylko marszałek województwa."
Gazeta Wyborcza 3 marca 2004 "Dobry wiatr od morza" NIK
  • "W ciągu 16 lat energetyka wiatrowa typu off-shore może wytwarzać tyle prądu, by starczyło go dla wszystkich gospodarstw domowych w Europie Zachodniej - twierdzi Greenpeace 

  • Aż 720 terawatogodzin (czyli, bagatela, 720 000 000 000 kWh) mogłyby dostarczać w 2020 r. siłownie wiatrowe zainstalowane u wybrzeży krajów Unii Europejskiej, tzw. siłownie off-shore - twierdzi ta pozarządowa organizacja ekologiczna. 
    Jej propozycja jest kontrowersyjna – zakłada bardzo kosztowne inwestycje w najdroższy typ siłowni wiatrowych. Jednak Greenpeace twierdzi, że cała rzecz jest wykonalna. Powołuje się na badania przeprowadzone na jej zlecenie przez firmę konsultingową Garrad Hassan (znany na rynku konsultant w sprawach energii)." 
  • "Otóż 720 TWh - o których mówi Greenpeace – uzyskiwano by z ok. 50 tys. turbin wiatrowych dużej mocy zainstalowanych kilka kilometrów od brzegu. Łączna ich moc zainstalowana (czyli maksymalna moc, którą są w stanie produkować) wyniosłaby ok. 240 tys. megawatów. To wystarczyłoby na oświetlenie każdego gospodarstwa domowego w 15 "starych" państwach członkowskich UE, zakładając, że wiatr w Europie będzie nadal wiał tak samo jak w ostatnich stuleciach. Stałoby się tak nawet przy założeniu, że zapotrzebowanie na prąd gwałtownie wzrośnie (obecnie wynosi ono 636 TWh rocznie)."
  • "Warunek – rządy państw unijnych zdecydują się wesprzeć poprzez dotacje i ulgi podatkowe ten sektor energetyki, a unijne instytucje, czyli Rada UE, Komisja Europejska i Parlament, ustanowią minimalny procent udziału energii odnawialnej w 2020 r. na 20 proc. Unia już dziś oficjalnie stawia sobie za cel, by w 2010 r. energia odnawialna stanowiła 12,5 proc. jej bilansu energetycznego, a większość państw UE stara się ten cel zrealizować."
  • "Wiele krajów UE mocno promuje energię wiatrową (m.in. przez ulgi i dotacje). Najlepszym przykładem są Dania i Niemcy, w których działa prawie 14 tys. "wiatraków" o łącznej mocy ponad 12 tys. MW. Większość z nich jest zainstalowana na lądzie. Wiatraki typu off-shore nie dość, że są potężniejsze (korzystają z silniejszego wiatru), to i mniej szpecą krajobraz, bo umieszczone 3-4 km od plaży są ledwo widoczne."
  • "Greenpeace przekonuje, że ogromne pieniądze na subsydia dla energetyki wiatrowej mogą pochodzić z oszczędności w dotowaniu innych sektorów. Raport podaje przykład Niemiec, w których corocznie cały sektor energetyczny (w tym zwłaszcza kopalnie węgla kamiennego) otrzymuje 2,5 mld euro subsydiów. Działalność kopalń, a wraz z nimi i elektrowni węglowych, będzie powoli, acz nieubłaganie wygaszana w krajach UE. Np. Francja w tym roku zamyka swoją ostatnią kopalnię, choć Niemcy rozciągają proces "wygaszania" na kilka dziesięcioleci. 

  • Chodzi więc o wybór polityczny – Greenpeace przekonuje, że wiatraki mogłyby być alternatywą np. dla elektrowni gazowych. Ale już nie nuklearnych - bo te rządy wielu państw (zwłaszcza Niemiec) chcą zamykać. Według wyliczeń Garrad Hassan z chwilą przekroczenia pewnego progu inwestycji elektryczność z siłowni wiatrowych przestaje być najdroższym rodzajem energii (dziś jest dość kosztowna). Jej cena zbliży się do cen energii z siłowni nuklearnych.
  • "Energetyka wiatrowa ma też zagorzałych przeciwników. Jednym z ich argumentów jest nieprzewidywalność tego źródła energii. Przykładowo w Niemczech czas efektywnej pracy wiatraków to 77 dni. W dni bezwietrzne potrzebna jest więc rezerwowa możliwość wytwarzania prądu w klasycznych elektrowniach. To zaś dyskwalifikuje rzekome korzyści ekologiczne. Zwolennicy wiatraków mówią na to: Nigdy nie jest tak, że nie wieje w całej Europie..."
Gazeta Wyborcza 3 marca 2004 "Prąd z prądu" Tomasz Żuradzki
  • "Przełom w produkcji zielonej energii. Norwegowie podłączyli do sieci pierwszą turbinę, której ramiona są obracane przez pływy morskie. Następnych 20 podmorskich młynów zamierzają zbudować do końca tego roku 

  • Norweska elektrownia ma zaletę, jakiej nie ma żadne inne źródło energii odnawialnej - jest całkowicie niezależna od warunków atmosferycznych. Bez względu na to, czy wieje wiatr, czy świeci słońce, morskie przypływy są takie same i generują prąd o takiej samej mocy. Do podobnych inwestycji przymierzają się też Brytyjczycy. Tamtejsi eksperci szacują, że pływy morskie mogłyby im zapewnić aż 25 proc. potrzebnej energii." 
  • "Choć pomysł na elektrownię czerpiącą energię z morskich pływów nie jest świeży, to nowatorski jest sposób jej uzyskiwania. Pierwsze takie urządzenie zbudowali jeszcze w 1967 roku Francuzi u ujścia rzeki Rance. Funkcjonuje do dziś i ma moc 240 megawatów. Eksperymentalne urządzenia powstały też w Chinach, Indiach, Kanadzie i Rosji. 

  • Zasada działania pracujących już elektrowni pływowych jest podobna do zwykłych zapór na rzece: najpierw przypływ napełnia specjalne zbiorniki, obracając turbiny elektryczne. Potem woda ze zbiorników przesącza się z powrotem do oceanu." 
  • "Chociaż w zamyśle elektrownie pływowe miały być całkowicie ekologiczne, we Francji szybko poniechano realizacji ambitnego planu budowy następnych 20 takich obiektów. Podobnie jak w przypadku zapór na rzekach tego typu elektrownie pływowe stanowią nieprzekraczalną barierę dla ryb i utrudniają transport wodny. Ich przeciwnicy twierdzą, że budowa jednej tylko zapory na Rance zaburzyła morski ekosystem w promieniu aż 500 km."
  • "Dopiero w latach 90. wymyślono bardziej ekologiczny sposób wykorzystania energii przypływów – podmorskie młyny. Kręcą się one dzięki prądom morskim wywołanym przez ruchy mas wody. Pierwszą eksperymentalną turbinę zainstalowano w okolicach Loch Lihne w Szkocji w 1995 roku. Była przymocowana do zakotwiczonej tratwy i wytwarzała tylko 15 kW energii. 

  • Klika miesięcy temu znacznie większą - bo o mocy mocy 300 kW turbinę po raz pierwszy podłączono do sieci energetycznej. Podwodny wiatrak jest na stałe przytwierdzony do morskiego dna. Pracuje w cieśninie Kvalsund koło norweskiego miasteczka Hammerfest, daleko za kołem podbiegunowym. Urządzenie waży prawie 200 ton. Do końca 2004 roku Norwegowie zamierzają postawić 20 takich turbin, zapewniając dostawy prądu dla pobliskiej wioski Kvalsund liczącej 1,1 tys. mieszkańców. Inwestycja będzie kosztować 150 mln norweskich koron (ponad 80 mln zł). 
    Mechanizm działania turbin jest następujący: w cieśninie bez przerwy występują ruchy wody wywołane przypływami o wysokości dochodzącej do 3 m. Przez pół doby przypływ wtłacza wodę morską do zatoki z prędkością do 2,5m/s, a przez drugie pół woda wraca z powrotem do morza. Dlatego podwodne młyny zaopatrzono w ruchome ramiona o długości 10 m, które równo co 12 godz. i 25 minut (połowa doby księżycowej) obracają się o 180 stopni. Ramiona turbin znajdują się na głębokości 17 metrów pod poziomem morza (cieśnina jest głęboka na 50 m), umożliwiając tym samym swobodne kursowanie statków. Jednocześnie turbiny elektrowni poruszają się na tyle wolno (siedem obrotów na minutę), że żadna przepływająca tamtędy ryba nie musi obawiać się posiekania na kawałki."
  • "Na razie jedynym problemem są koszty energii - choć elektrownia nie potrzebuje paliwa, to jej budowa była tak kosztowna, iż prąd jest trzykrotnie droższy od tego z tradycyjnych źródeł. Budowa podwodnego młyna była możliwa dzięki pieniądzom kilku norweskich firm i wsparciu rządu. Przedsiębiorcy nie robią tego jednak bezinteresownie. Jeśli pomysł chwyci, powstanie rynek wart setki milionów dolarów. 

  • Prócz Norwegii do budowy podmorskich młynów szykują się też Brytyjczycy. Ostatnio zbudowali podwodny młyn podobny do tego z Norwegii (o mocy 250 kW). Jedyna różnica polega na tym, że brytyjska turbina jest umieszczona na słupie, którego koniec sterczy ponad poziom morza. Choć takie rozwiązanie uniemożliwia żeglugę nad elektrownią, to znacznie obniża koszty obsługi – można ją wyciągnąć ponad poziom wody bez angażowania nurków. Firma Marine Current Turbines, która zrealizowała projekt przygotowała już plan lokalizacji setek następnych turbin u zachodnich wybrzeży Wysp Brytyjskich. Pracuje też nad podwójną turbiną o mocy 1,2 MW. Szefowie firmy twierdzą, że zbudowanie kilku tysięcy takich podwodnych młynów dałoby tyle energii, ile produkuje dziś połowa brytyjskich elektrowni jądrowych."
<<
:: Drukuj stronę ::
Ostatnia modyfikacja strony: 04.03.2004 r., 16:11.  
© 1997-2008 Ministerstwo Środowiska  
e-mail: info@mos.gov.pl, tel. +48 (22) 57 92 900